Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka socjologiczna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fantastyka socjologiczna. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 marca 2014

Metro 2033 – Dmitry Glukhovsky

Nie jestem fanką science fiction. Jakoś nie przekonują mnie autorskie wizje przyszłości. Niemniej jednak Metro 2033 wciągnęło mnie bez reszty w swoje mroczne tunele i pochłonęło.
Jest to historia o ludziach, którzy żyją w podziemiach moskiewskiego metra, zmuszeni do tego wojną atomową. Świat zewnętrzny, skażony po wybuchu, pełen jest dziwnych, wynaturzonych stworzeń, a do tego promieniowanie nadal jest silne, dlatego tylko wybrani ludzie - stalkerzy - mogą wychodzić na powierzchnię. Główny bohater Artem wyrusza ze swojej zagrożonej atakiem dziwnych kreatur stacji na koniec metra, by prosić o pomoc mieszkańców Polis, najbardziej rozwiniętej stacji w metrze. Po drodze, szukając odpowiedzi na pytanie, co lub kto zagraża metru, znajduje też odpowiedź na wiele innych, czasem nawet egzystencjalnych pytań.
Świat wykreowany przez Glukhowskiego jest mroczny, niesamowity, ale i wiarygodny. Wszystko tu się trzyma kupy, wszystko ma sens, nawet jeśli pewne zjawiska wydają się dziwne i niewytłumaczalne. Powiem nawet więcej: Metro 2033 jest tak przekonujące, że aż przerażające. Bo przecież wizja wojny atomowej nie jest już w dzisiejszych światach wymysłem autorów s-fi, ale raczej realnym zagrożeniem. A jej efekty? Jej efekty Glukhovsky opisuje tak, że ciarki przechodzą, a jazda metrem przestaje być tylko podróżą z punktu A do punktu B. Bohaterowie, choć czasem przypominający standardowych bohaterów filmów sensacyjnych, są spójni i przekonujący. Jednocześnie wiele jest tu filozofii, przemyśleń, trudnych pytań. Wędrówka z Artemem po metrze, to jednocześnie wędrówka po współczesnej historii. To też ciągłe poszukiwanie odpowiedzi na pytanie: co my tu robimy i jaki ma to sens?
Polecam. Ale lepiej nie czytać wieczorami.

czwartek, 7 marca 2013

Limes inferior - Janusz Zajdel

Bardzo nie lubię kończyć książek. A wiecie dlaczego? Bo koniec książki oznacza opuszczenie świata, w którym przebywałam przez ostatnie dni. Oczywiście świat następnej powieści może być równie ciekawy, ale to tak, jakby ciągle się żegnać z miejscami i ludźmi, których się dobrze poznało...
Z Limes inferior jest jeszcze ten problem, że koniec pozostawia niedosyt i mnóstwo pytań. Zostawia czytelnika z mętlikiem w głowie i niepewnością, czy dobrze zrozumiał, co autor miał na myśli.
I choć science fiction nie jest moim ulubionym gatunkiem, to czytałam tę książkę w każdej wolnej sekundzie. Może dlatego, ze nie jest to do końca science fiction, tylko, jak to określają mądrzy ludzie, fantastyka socjologiczna.
Wędrowałam ze Sneerem po szarych ulicach Argolandu, wpatrywałam się w gwiazdy nad jeziorem Tibigan i czułam się coraz bardziej przerażona faktem, że scenariusz z tej książki mógłby się spełnić. Że nasze zautomatyzowane społeczeństwo może dojść właśnie do takiego etapu w historii świata... Brrr...
Sneer jest lifciarzem, czyli osobą, która podnosi szarym obywatelom Argolandu klasę umysłową. (Owego klasowego systemu nie będę wyjaśniać, bo zajęło mi sporo czasu, zanim sama zrozumiałam, o co w nim chodzi.) Żyje mu się dobrze i bezpiecznie, jest całkiem zadowolony ze świata, w którym przy swoich wysokich umiejętnościach może całkiem nieźle zarobić, tak naprawdę nic nie robiąc. Jego samozadowolenie zaczyna się jednak chwiać, gdy odkrywa, że nie wszystko jest takie, na jakie wygląda...
Tę powieść chyba trzeba przeczytać więcej niż raz. I zakończenie może niektórych zawieść. Ale Zajdel opisuje Argoland w tak realistyczny sposób, że idąc po ulicy, zaczynacie się rozglądać za automatami na punkty. Lektura obowiązkowa dla tych, którzy uważają automatyzację za zbawienie ludzkości...