„– Jak się nazywa to uczucie w głowie, uczucie tęsknego żalu, że rzeczy są takie, jakie najwyraźniej są?
– Chyba smutek panie. A teraz…
– Jestem zasmutkowany.”
Śmierć, w powieści Terry’ego Pratchetta pt. Mort
Nie jest żadną tajemnicą, że każdy z nas jest inny. Inaczej reagujemy na trudności i radości życia, a czasami nawet nas samych zaskakuje nasza reakcja. Często tak bywa w sytuacjach wyjątkowo traumatycznych, a do takich należy śmierć, szczególnie nagła, bliskiej nam osoby. Wywołuje ona wiele sprzecznych, niezwykle silnych emocji, wywraca nasz świat do góry nogami, reagujemy więc często zupełnie nieprzewidywalnie. Zdarza się, że ekstrawertyk zamyka się w sobie, a introwertyk nie może przestać mówić o tym, co się stało. Nie ma tu reguł ani standardowych reakcji. Jest tylko szok i bardzo specyficzne przeżywanie żałoby. Niestety, wiele osób uważa, że jest inaczej – że każdy powinien przechodzić ten trudny okres w określony sposób. W rezultacie wokół osoby pogrążonej w żałobie pojawia się zmowa milczenia, albo wręcz przeciwnie wszyscy próbują ją namawiać do mówienia, co tylko pogłębia jej osamotnienie i ból. Jak więc pomóc komuś, kto właśnie kogoś stracił?
Najważniejsze to być
To zupełnie naturalne, że gdy ktoś nam bliski traci członka rodziny, przyjaciela czy partnera, nie wiemy, jak się zachować. Często wybieramy więc sposób działania, który nam jest najbliższy. Jeżeli jesteśmy skryci i nie lubimy rozmawiać o problemach, w rozmowach z osobą w żałobie unikamy tematu. Jeśli jesteśmy otwarci, lubimy coś przegadać, wydaje nam się, że najlepiej będzie tę osobę namówić na zwierzenia. W rezultacie spotykamy się czasem z niechęcią, wycofaniem, czasem nawet agresją. Jak wiec postępować? Zostawić tę osobę samą sobie? Czy może cały czas próbować ją rozweselić?
Nie ma tu złotej rady – najważniejsza jest empatia. I tu zła i dobra wiadomość: nikt nie jest w stanie w pełni zrozumieć emocji drugiej osoby – zawsze patrzymy na pewne sprawy subiektywnie. Ale jesteśmy w stanie poprzez obserwację i odrobinę wyczucia stać się dla osoby w żałobie wsparciem. Zwróćmy uwagę na to, czy próbuje nawiązać kontakt czy ukryła się przed światem? Czy płacze przy każdej rozmowie, a może zachowuje się, jakby nic się nie stało?
Niezależnie od odpowiedzi na te pytania, najważniejsze to być obok. To mówią wszyscy, którzy żałobę przechodzili. Przez bycie obok rozumiemy jednak nie fizyczną obecność – choć to czasem też! – ale przede wszystkim jasną informację przekazaną przyjacielowi – jestem blisko. Czasem ktoś w pierwszych dniach po stracie przestaje odbierać telefony, nie chce bezpośredniego kontaktu. Warto wtedy wysłać SMS-a czy maila, szepnąć podczas składania kondolencji na pogrzebie: Jestem pod telefonem, jeśli chcesz porozmawiać. To bardzo ważne, by ta osoba czuła, że gdy potrzebuje porozmawiać, jesteście do dyspozycji! Od czasu do czasu można próbować się skontaktować, ale nie nachalnie, nie codziennie – dajmy drugiej stronie czas, ale poparty informacją, że jakby coś, to tylko czekacie na jej sygnał. Absolutnie jednak nie zrywajmy kontaktu – czasem możemy się poczuć dotknięci czyimś milczeniem, niechęcią, no bo jak to! Ja tu się tak martwię, a on nic, zero wdzięczności! Ale tym razem postarajmy się schować dumę do kieszeni i spokojnie poczekać. Druga osoba na pewno doceni taki takt i wytrwałość, a na razie musi uporać się sama ze sobą.
Trudne rozmowy
A gdy już dojdzie do rozmowy? Gdy już się spotkamy, zdzwonimy? Najważniejsze to podążanie za tą osobą – wsłuchanie się w jej potrzeby. Zacznijmy od pytania, jak się czuje – bo choć wiemy, ze kiepsko, pytanie takie otwiera drogę do rozmowy o tym, co się stało. A dalej… dalej pozwólmy jej mówić. Wykorzystajmy swoją umiejętność słuchania: słuchajmy bez oceniania, bez pocieszania – żadne pocieszenie nie pomoże się bowiem pozbierać, a może tylko rozdrażnić. Unikajmy słów takich, jak: wiem, co czujesz (bo to nieprawda!) zobaczysz, z czasem będzie łatwiej, trzeba żyć dalej, musisz wziąć się w garść. Pamiętajmy, że człowiek po śmierci bliskich nie jest w stanie, szczególnie w pierwszym okresie, wyobrazić sobie życia bez nich i jest mu trudno zaakceptować taką stratę. Nie poszukujmy więc pozytywnych stron straty, ale też nie pomniejszajmy jej rozmiarów, podkreślajmy za to, że żałobnik zrobił wszystko, co mógł dla zmarłego. Nie próbujmy też odwieźć go od mówienia o zmarłym, nie zmieniajmy tematu, nie próbujmy na siłę odwracać uwagi. Dajmy mu przestrzeń na to, by wypowiedział swój ból, a może okaże się, że ta jedna rozmowa stanie się ogromnym krokiem na przód.
A co, jeśli taki człowiek nam się zbyt często w naszym odczuciu zwierza? Zamęcza nas telefonami, wciąż przeżywa sytuację na nowo, opowiada makabryczne szczegóły? Pozwólmy mu na to przez jakiś czas, jeśli naprawdę chcemy go wesprzeć. Dajmy mu mówić, nawet jeśli jego słowa wydają nam się nie na miejscu, nawet, gdy mówi straszne rzeczy o zmarłym (to też jeden z etapów żałoby!), albo silnie okazuje emocje. Oczywiście, mamy prawo nie odebrać telefonu, nie mieć czasu na spotkanie, ale wtedy powiedzmy to szczerze, nie szukajmy wymówek. Jeśli robi nam się zbyt ciężko, jeśli nie dajemy sobie rady z emocjami tej osoby, powiedzmy szczerze: nie wiem, co teraz powiedzieć czy zrobić, by Ci pomóc. Czasami takie zdanie zatrzyma lawinę uczuć, czasami ją wzmocni, ale nasz rozmówca dostanie wtedy sygnał, że nie wiemy, co zrobić i tak samo jak on, czujemy się całkowicie bezradni. Jeśli natomiast sytuacja staje się dla nas nie do zniesienia – nie uciekajmy znienacka, nie wyłączajmy telefonu, nie porzucajmy tej osoby – to najgorsza możliwa droga. Zamiast tego spróbujmy powiedzieć: czuję, że nie potrafię Ci już pomóc, bo sam/a nie umiem sobie poradzić z tym smutkiem. Może powinieneś/aś porozmawiać z kimś bardziej doświadczonym, np. z psychologiem?
Pamiętajmy – nie musimy na siebie brać całkowitej odpowiedzialności za osobę pogrążoną w żałobie – mamy prawo nie udźwignąć tej sytuacji i zadbać również o siebie! Oczywiście może się zdarzyć, że na sugestię rozmowy z psychologiem, nasz rozmówca bardzo się obruszy, ale nie zrażajmy się, wytłumaczmy, że są specjaliści, którzy pomagają przejść przez ten czas. Nadal jednak bądźmy blisko, możemy nawet zaproponować, że pojedziemy z nim do psychologa. Nie proponujmy natomiast leków uspakajających czy alkoholu – nie pomogą, a mogą tylko doprowadzić do tragedii!
Czasami potrzebne jest też bardziej wymierne wsparcie: zakupy, jakieś bieżące zaniedbane sprawy. To też jest ogromnie ważne – szczególnie, gdy zmarły był do tej pory podporą w np. obowiązkach domowych. Zaproponujmy więc pomoc w organizacji codziennych, bieżących spraw, np. zadbajmy o posiłki, zaopiekujmy się dziećmi czy zwierzętami, pomóżmy w załatwianiu spraw urzędowych czy porządkowaniu rzeczy zmarłego.
Cmentarny savoir vivre
Bywa, że mamy wątpliwości, czy powinniśmy iść na pogrzeb osoby, której nie znaliśmy. Często wymaga to przecież wzięcia dnia wolnego w pracy lub rezygnacji z jakiś planów. Odpowiedź brzmi: nie, nie musimy. Obowiązek pojawienia się na pogrzebie dotyczy tylko najbliższej rodziny. Powinniśmy natomiast przyjść, jeśli zostaniemy wyraźnie zaproszeni lub gdy chcemy w ten sposób okazać wsparcie. A jeśli nie jest to możliwe, warto wysłać wiązankę lub zadzwonić do osoby zapraszającej i złożyć jej kondolencje wraz z przeprosinami za nieobecność.
Jeśli jednak już decydujemy się pójść, obowiązuje nas kilka zasad. Pierwsza dotyczy ubioru. Przyjęło się w naszej kulturze, że najbliższych zmarłego obowiązuje czerń, ale pozostałe osoby również powinny ubrać się w ciemne kolory, np. granatowy czy ciemnoszary. Chyba, że bliscy zmarłego sobie tego nie życzą – takim wyjątkiem są pogrzeby dzieci – w niektórych wspólnotach nakłada się wtedy kolor biały jako podkreślenie niewinności i czystości odchodzącego. Niezależnie od koloru, strój powinien być skromny i schludny, nie zakładamy krótkich spódniczek czy spodenek, wydekoltowanych bluzek, koszulek na ramiączka czy fikuśnych dodatków. Mężczyzna powinien być w ciemnym garniturze, jeśli ma nakrycie głowy, to podczas mszy i na cmentarzu trzymać je w dłoni. Na uroczystość przynosimy kwiaty: wiązanki składają najbliżsi zmarłego lub grupy, np. współpracowników. Jeśli jesteśmy z dalszej rodziny lub znajomych, wystarczy skromny bukiet lub nawet pojedyncza przystrojona czarną wstążką róża. Moment położenia jej przy grobie zależy od tradycji danego miejsca. Czasami kwiaty składa się już w kościele, czasem trumna wystawiana jest w kaplicy cmentarnej. Pamiętajmy tylko, by przechodząc obok najbliższych zmarłego z kwiatami, nie podbiegać do nich z uściskami, tylko skinąć głową i pójść dalej. Na serdeczne gesty przyjdzie czas po uroczystości. O takich oczywistościach, jak przyjście punktualnie i wyłączenie telefonu chyba nawet nie warto wspominać – to przecież podstawowe zasady kultury osobistej. Z przodu w kościele siada najbliższa rodzina. Pozostałe osoby znajdują miejsca trochę dalej, ta sama zasada obowiązuje w kondukcie żałobnym oraz podczas składania kondolencji. No właśnie, a co z kondolencjami?
W dzisiejszych czasach czas przed pogrzebem jest zazwyczaj wypełniony sprawami organizacyjnymi. Wiele osób nie uświadamia sobie w tym czasie swojej straty, rzuca się zamiast tego w wir załatwiania różnych spraw. Praktykowane dawniej 3-dniowe czuwanie przy zmarłym miało na celu oswoić nas ze śmiercią bliskiej osoby i dać nam czas na refleksję. Teraz z różnych względów odeszliśmy od tego rytuału, za to załatwianie różnych rzeczy zajmuje nam mnóstwo czasu, którego w rezultacie brakuje na kontakt z własnymi emocjami. Dlatego najgorszy moment przychodzi zazwyczaj już po wszystkim, najczęściej w momencie, gdy pogrzeb się kończy. Człowiek, który do tej pory jakoś się trzymał, bo organizował pogrzeb i konsolację, nagle staje wobec perspektywy powrotu do pustego domu albo po prostu powrotu do codzienności, w której nie ma już tego Kogoś. To jeden z powodów, dla których wiele osób prosi o nieskładanie kondolencji – najczęściej napisane jest to na klepsydrze lub w nekrologu. Dostosujmy się do tej prośby i nie róbmy niczego na siłę – może rozmowa z innymi w tym momencie przekracza możliwości bliskich zmarłego? Jeśli mamy jednak potrzebę, by wyrazić swoje współczucie, możemy sami zamieścić nekrolog z kondolencjami.
A jeśli takiego zastrzeżenia nie ma? Spróbujmy złożyć kondolencje w najprostszy możliwy sposób. Jeśli znaliśmy zmarłego, powiedzmy o nim coś ciepłego, miłego. Dodajmy, że jest nam bardzo przykro, ale nie rozgadujmy się – jedno, dwa zdania wystarczą, za nami przecież są inni, a żałobnicy i tak już pewnie ledwo stoją na nogach. Jeśli natomiast żegnamy osobę obcą, powiedzmy tylko że jest nam bardzo przykro i że służymy naszą pomocą. To naprawdę wystarczy, a czasem znaczy więcej niż puste frazesy, zazwyczaj stosowane w takich sytuacjach. Nie mówmy na siłę, nie udawajmy, nie dążmy też do kontaktu fizycznego na siłę. To częsty problem – przytulić te osobę, pocałować ją? Najlepiej dajmy żałobnikowi zdecydować – jeśli to ktoś nam bliski, możemy delikatnie go przytulić, jeśli niezbyt bliski, wystarczy uścisk dłoni, poklepanie po ramieniu.
Pamiętajmy też, że w różnych regionach, a także zależnie od wyznania, praktykuje się różne zwyczaje. Dlatego jeśli nie mamy pewności, warto zapytać o nie bliskich zmarłego przed uroczystością. Niektóre tradycje mogą nas bowiem zaskoczyć – tak jak praktykowany w niewielu już miejscach w Polsce zwyczaj czuwania przed pogrzebem przy otwartej trumnie czy pozostawienie nie spuszczonej do grobu trumny do następnego dnia. To bowiem, że jestem katolikiem, nie zwalnia mnie z obowiązku zachowania się zgodnie z tradycją na pogrzebie ewangelika. To samo dotyczy zwyczajów danego regionu. Reszta zależy już od naszego wyczucia i empatii. Niezależnie od środowiska, w jakim żyjemy, starajmy się po prostu częściej patrzeć na świat oczami innych – będziemy umieli wtedy na pewno dostosować się do każdej sytuacji, a dla naszych bliskich staniemy się prawdziwym wsparciem.